Wszystko świetnie… Tylko w seksie jakoś kiepsko

Psycholog i seksuolog Paulina Okuniewska o znaczeniu seksualności w życiu

Dlaczego seksualność to nie „dodatek do życia”, tylko jeden z jego fundamentów? Na pierwszy rzut oka wszystko się zgadza. Codzienność funkcjonuje, praca jest w porządku, relacje są „w miarę dobre”, życie toczy się swoim rytmem. A jednak gdzieś w tle pojawia się myśl: „coś jest nie tak”. I często okazuje się, że dotyczy ona sfery seksualnej. Wiele osób próbuje wtedy to zbagatelizować. Uspokaja się: „to przecież nie jest najważniejsze”, „inni mają gorzej”, „to pewnie przejściowe”. Seksualność bywa traktowana jak osobna część życia – taka, którą można na jakiś czas odłożyć, przeczekać albo zignorować.

Z perspektywy psychologa-seksuologa Pauliny Okuniewskiej to jedno z najbardziej powszechnych i jednocześnie najbardziej mylących przekonań. Bo seksualność nie działa obok życia. Jest jego częścią – i to taką, która bardzo wyraźnie pokazuje, jak funkcjonujemy jako całość.

Paulina Okuniewska​
PAULINA OKUNIEWSKA

psycholożka • terapeutka • seksuolożka

Seksualność jako barometr jakości życia

Seksualność nie sprowadza się wyłącznie do aktywności seksualnej. To także nasz kontakt  z ciałem, zdolność do odczuwania przyjemności, poziom napięcia, sposób przeżywania bliskości, a także to, jak reagujemy na stres i przeciążenie. Kiedy przyglądamy się jej uważnie, często okazuje się, że działa jak barometr – pokazuje, co dzieje się szerzej w naszym życiu.

Jeśli na co dzień funkcjonujemy w napięciu, pośpiechu i przeciążeniu, ciało rzadko „przełącza się” w tryb przyjemności. Jeśli jesteśmy odcięci od własnych potrzeb, trudno oczekiwać, że będą one dostępne akurat w sferze seksualnej. Jeśli żyjemy pod presją – bardzo często ta presja pojawia się również w intymności.

Z drugiej strony, kiedy seksualność zaczyna szwankować, jej wpływ nie zatrzymuje się w sypialni. Może stopniowo oddziaływać na nastrój, poziom energii, poczucie sprawczości czy ogólne zadowolenie z życia.

To nie są dwa oddzielne obszary. To system naczyń połączonych.

Kiedy „to tylko seks” przestaje być „tylko”

Anna ma 34 lata, stabilną pracę i poukładaną codzienność. Kiedy zgłasza się na konsultację, mówi spokojnie: „Nie mam ochoty na seks. W ogóle”. Nie opisuje kryzysu, raczej coś w rodzaju wycofania. W trakcie rozmowy okazuje się, że od dłuższego czasu funkcjonuje w ciągłym napięciu i zmęczeniu. Jej ciało działa zadaniowo, bez przestrzeni na odpoczynek i przyjemność. W jej przypadku brak libido nie jest problemem „samym w sobie”. Jest sygnałem, że całe funkcjonowanie wymaga zatrzymania i regulacji.

Marek, 41 lat, trafia do gabinetu po pojedynczym epizodzie trudności z erekcją. Fizycznie wszystko jest w normie, ale od tego momentu zaczyna narastać napięcie. Seks przestaje być spontaniczny, pojawia się kontrola i lęk: „czy tym razem się uda?”. Z czasem trudność zaczyna wpływać na jego samopoczucie, pewność siebie, a nawet koncentrację w pracy. To, co zaczęło się jako doświadczenie w sferze seksualnej, zaczyna oddziaływać na jego codzienne funkcjonowanie.

Karolina, 29 lat, nie zgłasza klasycznej „dysfunkcji”. Jej życie seksualne istnieje, ale nie daje jej satysfakcji. „Wszystko jest okej, ale nic nie czuję” – mówi. W trakcie pracy okazuje się, że przez lata funkcjonowała bardziej w oparciu o oczekiwania niż realny kontakt ze sobą. Seks był czymś, co „powinno wyglądać jakoś”, a nie czymś, co wynika z jej doświadczenia. Kiedy zaczyna uczyć się rozpoznawać własne potrzeby, zmienia się nie tylko jej życie seksualne. Zmienia się sposób, w jaki funkcjonuje na co dzień – bardziej świadomie, uważnie i w kontakcie ze sobą.

Dlaczego warto patrzeć szerzej?

Takie historie pokazują, że seksualność nie jest oddzielnym modułem, który można „naprawić” w izolacji. Jest częścią większego systemu – reaguje na to, co dzieje się w naszym życiu i jednocześnie na to wpływa. Zrozumienie tych powiązań bywa momentem przełomowym. Pozwala wyjść z myślenia: „co jest ze mną nie tak?” i zastąpić je pytaniem: „co w moim życiu może mieć z tym związek?”. To przesunięcie nie tylko zmniejsza napięcie i poczucie winy, ale też daje większe poczucie wpływu. Bo zamiast walczyć z objawem, można zacząć przyglądać się całości.

Seksuolog – nie tylko „od problemów”

Wciąż pokutuje przekonanie, że do seksuologa warto się udać dopiero wtedy, gdy „coś poważnie nie działa”. Tymczasem to tylko część rzeczywistości. Czasem o wiele lepiej wybrać się na konsultację, zanim pojawią się poważne problemy, chociażby po to, by lepiej zrozumieć swoją seksualność, odzyskać kontakt z ciałem, zdjąć z siebie presję albo po prostu doświadczać więcej satysfakcji.

Wszystko świetnie… tylko w seksie jakoś kiepsko

Jednocześnie warto nazwać coś, co rzadko bywa wypowiadane wprost: dla wielu osób sama myśl o wizycie u seksuologa jest trudna. To obszar, który wciąż bywa obciążony wstydem. Często nie rozmawia się o nim ze znajomymi, a czasem nawet z najbliższą osobą. Zanim ktoś zdecyduje się na konsultację, zwykle próbuje sam siebie przekonać, że „to nic takiego”, że „inni też tak mają”, że „może samo przejdzie”. W tle pojawia się bardzo silne przekonanie: jeśli potrzebuję seksuologa, to znaczy, że coś jest ze mną nie tak.

Do tego dochodzi kontekst społeczny. Choć w dużych miastach temat seksualności wydaje się bardziej obecny, w praktyce nadal pozostaje w dużej mierze tabu. W mniejszych miejscowościach, gdzie anonimowość jest mniejsza, bariera wstydu i obawy przed oceną bywa jeszcze silniejsza.

A jednak moje doświadczenie gabinetowe pokazuje coś zupełnie innego. Spotkanie z seksuologiem bardzo często nie jest momentem „diagnozy problemu”, ale początkiem lepszego rozumienia siebie. Okazuje się, że wiele trudności jest bardziej powszechnych, niż się wydaje. Że seksualność nie jest kategorią „działa / nie działa”, tylko obszarem, który się zmienia, reaguje i może być rozwijany. Tu nie chodzi o „naprawę”, lecz pracę nad jakością życia.

Seksualność jako obszar rozwoju

Jedna z ważniejszych zmian w myśleniu o seksualności polega na tym, by przestać widzieć ją wyłącznie przez pryzmat problemów. Seksualność można rozwijać – tak jak rozwijamy inne obszary życia. Można uczyć się lepszego kontaktu ze sobą, większej uważności na ciało, rozpoznawania potrzeb i granic, odpuszczania presji. Co istotne, ta praca bardzo rzadko zostaje tylko w sferze seksualnej. Kiedy poprawia się kontakt z własnym ciałem i zdolność do odczuwania przyjemności, często zmienia się także:

  • sposób radzenia sobie ze stresem
  • poziom napięcia w codziennym funkcjonowaniu
  • relacja z samym sobą

Seksualność nie jest więc dodatkiem do życia, który można pominąć bez konsekwencji. Jest jego częścią – taką, która zarówno odzwierciedla jego jakość, jak i realnie na nią wpływa. Dlatego zamiast pytać, czy „warto się nią zajmować”, trafniejsze wydaje się inne pytanie: jak bardzo chcę żyć w kontakcie ze sobą?

Jeśli po lekturze tego artykułu pojawiają Ci się pytania lub czujesz potrzebę przyjrzenia się swojej seksualności, zapraszam Cię do gabinetu.

Po więcej aktualności zajrzyj na nasz Fanpage!